Pieskie życie

Przewidywania VS rzeczywistość

Border Collie.

Wszystkim znani (aczkolwiek przeważnie w klasycznej wersji black&white, tak więc merle budzi zainteresowanie, zdziwienie i ciche podszepty za mymi plecami), inteligentni pracoholicy, rasa dla wybranych. Na pewno?

Gdy moje posiadanie własnego psa zmieniło swój status z ‘chciałabym mieć border collie’ na ‘będę miała border collie’ oczywistym było dla mnie – dziecięcia internetu – znalezienie wszelkich możliwych informacji na temat. To, ile mitów, straszaków, wyolbrzymień i historii z piekła rodem przeczytałam, to moje (może kiedyś zbiorę to wszystko do kupy i się z Wami podzielę moim zacnym researchem), jednak w żaden sposób mnie to nie zraziło. Na co dzień radziłam sobie ze zwierzątkami 25 razy cięższymi niż border i ze zdecydowanie mniejszymi móżdżkami to co się będę, nie? Zapaliła się natomiast w tyle głowy lampka – do wyboru szczeniaka trzeba się będzie przyłożyć, żebyśmy sobie nawzajem życia nie psuli.


Dodatkowo – chciałam blue merle. O ZGROZO, psa na kolor, pies ma pracować a nie wyglądać! Kto był na grupie rasy mającej kolorki ten wie o czym mówię.
Tutaj role nie do opisania odegrało kilka osób, które dzielnie znosiły moje zdjęcie wyskakujące im w powiadomieniach messengera (żadna mnie nie zablokowała! To aż niesamowite), odpowiadały na pytania, od/doradzały, pomagały w przeglądaniu historii chorób poszczególnych linii, opowiadały o swoich psach i generalnie poświęciły mi masę czasu i energii. Dzięki dziewczyny!

Resztki obaw rozwiała Ania z Mystique Regni, z której hodowli ostatecznie zdecydowałam się wziąć psa. Po rozmowie miała we mnie ciut więcej wiary niż ja sama i to jej ‘dasz sobie radę!’ ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że słusznie skaczę na głęboką wodę. Mam nadzieję, że jej nie zawiodę i będzie mogła spać spokojnie 😉

 

Jak się mają moje przewidywania, obawy i oczekiwania do rzeczywistości? Jak człowiekowi od dzieciństwa wychowywanemu z owczarkami niemieckimi żyje się z małym merle zwierzątkiem?

Pod spodem krótka lista gdzie moje przewidywania rozminęły się z rzeczywistością mieszkania ze szczeniakiem border collie pod jednym dachem.

 

W tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że to subiektywna lista dotycząca border collie sztuk 1 a bardzo duży wpływ na nią miały: dobór miotu, socjal w hodowli, moje doświadczenie ‘wychowawcze’ z poprzednimi psami oraz z pracy z końmi, wsparcie doświadczonych znajomych i szkoleniowców i przede wszystkim - indywidualny charakter Kiełbaski. Nie należy na jej podstawie odrzucać wszelkich argumentów przeciw braniu psa tej lub podobnie wymagającej pracy, warto jednak kalkulować swoją wiedzę, doświadczenie i mozliwości samorozwoju i brać to pod uwagę pdejmując decyzję.

 

Niszczycielski żywioł

Zdjęć psów, które zdewastowały salon/sypialnię/ogródek jest w internecie na pęczki, chyba wszyscy znamy dopisek ‘Samo wybuchło!’. Częstymi bohaterami owych memów są bc, natomiast będąc w borderowej grupie fb widzi się takich obrazków jeszcze więcej. Rozpruta kanapa, zerwana tapeta, wyrwane panele podłogowe, zjedzone i wydalone części garderoby. Inteligencja piesków działa tu na ich korzyść a kreatywności w niszczycielstwie odmówić im nie można. Chorizo zamieszkał z nami w nowiutkim, zrobionym własnymi rencami! od stanu deweloperskiego mieszkaniu (sami wprowadziliśmy się niespełna 2 miesiące wcześniej). Lubię ładne rzeczy więc nieco obawiałam się o szafy, stare meble wyremontowane przez mamę, nową kanapę, buty… Lista była dość spora a w mieszkaniu same nówki, nie było o czym powiedzieć ‘e, zniszczy do końca to w końcu wymienimy na nowe’.

I tu psisko po raz pierwszy mnie pozytywnie zaskoczyło. Ma 7 miesięcy i… niczego istotnego nie zniszczył. Mamy trochę plam po sikach na olejowanym, dębowym parkiecie (ale z miesiąca na miesiąc blakną a gdy przyjdzie czas na ponowne cyklinowanie i olejowanie, znikną zupełnie bez konieczności wymieniania całej podłogi), kłaki na kanapie i kilka rozerwanych na drobne skrawki rolek papieru toaletowego na koncie. Nic, co przyprawiłoby mnie o zawał, chęć mordu czy byłoby fatalne w skutkach dla mojego portfela. Miłe zaskoczenie!

On/Off

O to obawiałam się chyba najbardziej z dość prostego powodu – nigdy nie miałam psa, którego trzeba uczyć odpoczywać! Nasze nieworkingowe owczary z radością rozkoszowały się ciągłymi drzemkami zmieniając jedynie lokalizację i/lub pozycję a do pracy raczej trzeba było je zachęcać, to też nowością w mym życiu było wychowywanie zwierza tak, żeby go nie popsuć.

Klatka okazała się genialnym ‘narzędziem szkoleniowym’ klarującym kiełbasce w jego plusz-móżdżku co znaczy leżeć i nic nie robić. Przede wszystkim jednak problem rozwiązało pozwolenie szczeniaczkowi na bycie… szczeniaczkiem. Na poczet trybu off poświęciłam moją zasadę ‘żadnych burków na kanapie’, bo chociaż Cho nie należy do wybitnych pieszczochów i przytulasów to jednak drzemie mu się najlepiej z ciałkiem gdzieś blisko drugiego ciałka, choćby miał tylko kawałkiem tyłka dotykać mej stopy. Mnie po czasie dość krótkim od odkrycia tej zacnej funkcji zwyczajnie znudziło się siedzenie z nim na podłodze, moje pośladki powiedziały ‘dość!’ i tak oto zaprosiliśmy jednak plusz na salony. Póki co ma swój kocyk na swojej części kanapy i to tam głównie pomieszkuje, czasem przenosząc się bliżej nas (i przeważnie siadając nam, dosłownie, na głowach…). Zasmakował również w wiklinowym fotelu i z rozkoszą budzi mnie w nocy wiercąc się na nim okrutnie. Niech ma, przynajmniej nie próbuje ładować się do łóżka, które jest moim ostatnim bastionem świętego spokoju.

naturalne środowisko psa pracującego

Finalnym testem trybu oszczędzania energii była moja grypa, która zmogła mnie niemiłosiernie, uziemiła w łóżku pod stertą kocyków a psisko zostało przez ponad tydzień z szybkimi spacerami i bardzo rzadkimi sesjami ‘treningowymi’ w domowym zaciszu. Test zdał śpiewająco robiąc mi kilka dni z rzędu całodniowe okłady z psa. Polecam, właściwości lecznicze nie do opisania 😉

 

Pasienie wszystkiego co się rusza

Tu sprawa dla mnie była prosta i oczywista – gasić w zarodku wszelkie zainteresowanie poruszającymi się obiektami. Czy to samochody, czy rowery, pilnowałam i pilnuję by pies nie zwracał na nie specjalnej uwagi. Naczytałam się wystarczająco dużo historyjek o psach goniących tramwaje, rowerzystów, dzieci i wiele innych by zdecydowanie nie chcieć mieć takiego problemu na głowie. Mimo wszystko obawiałam się, że instynkt pokona moje doświadczenie i intuicję i gdzieś popełnię błąd. Niepotrzebnie, gdyż tu nie mam Cho absolutnie nic do zarzucenia – rowerzyści i biegacze mogą nas mijać dowolnie na spacerach, chodzenie przy zatłoczonych drogach czy torowiskach również nie stanowi problemu. UF!

copyright: 157 of Gemma

 

Miłość do wszystkiego co się rusza

Moja zmora. Wiedziałam, że tak będzie ale nie że AŻ tak. Na początku spacery były niczym wyprowadzanie kolorowego latawca podczas orkanu. KAŻDY człowiek, dziecko, pies musiał zostać przywitany, plusz stawał się na przemian fruwającą na sznurku kulką lub czołgającą się plackiem po ziemi dżdżownicą (ten tryb działa do dziś). Charakterystycznie dla pluszowego gatunku, mózg na widok poruszających się żywych obiektów zmieniał konsystencję na coś między kisielem a pianką marshmallow. Jest coraz lepiej, biegacze i spacerowicze nie generują już zwarcia styków, małe dzieci powoli nie wywołują komunikatu ‘FATAL ERROR’ w psich oczach. Zostały pieski… Janusze spacerów usilnie zawalają nam pracę nad problemem ignorując moje oddalanie się od ich czworonogów, skupianie uwagi czy głośne, werbalne prośby ‘Proszę zabrać psa!’. O januszowości w tym temacie napisano już epopeje, więc postaram się nie wylać tutaj moich pomyjów. Przynajmniej nie teraz.

Ważne, że jest progres!

 

Drobiazgi

– Szwankuje nam przywołanie (matka, przecie cię widzę to o co Ci chodzi?!). A jednak chciałoby się mieć syneczka mamusi, który leci na każde zawołanie… 

– Przepalają się styki przy aporcie (program musk.exe przestaje działać i następuje jego zamknięcie: bo ponieważ za dużo na raz) więc już ratujemy sytuację treningami z mądrzejszymi od nas (i zbieramy bęcki za głupotę).

+ Przesypia grzecznie podróże w samochodzie bez wariowania, bez chorób lokomocyjnych, bez awantur. Nawet jazda w kilka piesków na raz nie jest żadnym problem!

+ Kocha wodę! Uwielbiam spędzać czas nad wodą i w wodzie także cicho liczyłam na zwierza, którego nie trzeba będzie namawiać do wspólnych letnich pląsów w zbiornikach wodnych. W wannie sympatia do płynów zdecydowanie się ochładza ale przynajmniej znosi upokorzenie z godnością.

Śmieszny piesek jest śmieszny. Dowód.

+ Nie wykazuje lęków, agresji czy innych problematycznych zachowań.

W skrócie – jest taki, jaki miał być! I w tej swojej borderowej inteligencji rozbrajająco głupiutki. Serio, błyskawiczne łapanie nowości w max 3 sesje treningowe to nic przy życiowej głupocie pieseczka. Dostarcza codziennie wymaganej dawki rozrywki 😛
I to podobno rodzinne!

 

 

Pewnie jeszcze nie raz okaże się, że moje przewidywania nijak mają się do rzeczywistości… i dobrze, póki co pozytywnie mnie zaskakuje i niech tak zostanie 😉 A czy border collie są tylko dla wybranych? To chyba zależy od tego, kogo uważamy za ‚wybranego’. Na pewno wymagają więcej pracy, zainteresowania i konsekwencji niż niektóre rasy ale też nie trzeba rzucać etatu, szkoły, studiów i życia towarzyskiego, by wieść z nim przyjemne życie.

6 komentarzy

  • VUK VUK

    Bordery to kurcze tak zróżnicowana rasa, że trzeba być gotowym chyba na wszystko. Pół internetu człowiek przeczyta, nastraszą, nagadają, a do domu trafia jeszcze coś innego 😉 Tak btw. widzę ja dużo Vuka w Kiełbasie Twej 😀 synalki, to jednak synalki. Czekamy na kolejne wpisy

    • dosmachone

      Prawda 😀 wszelkie internetowe strachy nas ominęły, problemy mamy tam, gdzie ich nie zakładałam! Ja jestem skrycie zakochana w Vukowym pluszu i spojrzeniu więc liczę, że da się gdzieś kiedyś poznać w realu :D!

  • Misskiedis

    Wybuchające poduszki/kanapy/domy również groziły mi przy poprzednim psie. W końcu posokowce są mistrzami wybuchania wszystkiego i często się mówi, że jak posok to i drzwi przegryzie i kanapę wypatroszy. Ile historii czytałam o tym że „piesio chciał do mamy do sypialni i wygryzł dziurę w drzwiach, biedny synuś tęsknił” i inne w ten deseń. Przez 15 letnie życia mojego psa do strat mogę zaliczyć pół pilota (pewnie ktoś dotykał go pachnącymi ręcyma) i lekko nadgryzione krzesło które musiało stać za blisko kanapy w okresie wymiany zębów. No i ukradzione jedzenie ale tego chyba nie zaliczamy do niszczycielskich wybuchów, w końcu jagodzianki które się nie zmieściły w brzuszku zostały upchnięte w kanapę a nie wybuchnięte 😛
    W dalekich planach mam bordera więc dzięki ci za ten wpis, jednak da się mieć bordera nie będącego zagładą domu i okolicy, przeglądając borderowe grupki już powoli zaczynałam wierzyć, że to kwestia rasy, a nie człowieka który rasę posiada. Uf, tok myślenia wrócił na dobry tor 😉

    • dosmachone

      Jak już wcześniej pisałam, w naszym przypadku robotę robią ‚spokojne’geny, wiem że przynajmniek część jego rodzeństwa jest równie fajna w życiu i bez niszczycielskich zapędów. Ale są też takie mioty, które roznoszą klatki, wyrywają listwy przypodłogowe i tym podobne 😀

  • B The Great

    Siemaneczko!
    Bordery to naprawdę fajne psy, ale trzeba je lubić. Skłonności do zaganiania, uczenie on/off – czyli to na co zwróciłaś uwagę we wpisie, ale także wiele innych rzeczy. Tendencja do podążania za Tobą, kiedy chodzisz po mieszkaniu czy nawet przybieranie do Ciebie w lesie, gdy jest puszczony samopas – tylko po to, żeby sprawdzić czy wszystko jest dobrze.
    Teraz gdy myślę o kolejnym psie, nie mogłabym wziąć innej rasy niż border collie. Za bardzo kocham ich charakter, budowę – wszystko ❤️
    No i witamy w blogosferze! 🙂 Miłego dnia!

    • dosmachone

      Dokładnie! Dlatego podkreśliłam, że wpis tyczy się problematyki tylko jednego egzemplarza, każdy inny może mieć zupełnie inne, dziwne przypadłości! 😉 U nas na przykład nie ma patologicznej tendencji do podążania po mieszkaniu ale już na spacerze pies hasając zwraca ciągle uwagę, czy jestem w polu widzenia i niezmiernie mnie to cieszy. I też zdecydowanie jestem z tych kochających bc całym sercem!
      Dziękuję za powitanie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *